sobota, 18 marca 2017

Okruszki

Następnych kilka refleksji wysnutych z gorzkich wspomnień.Ułożone byle  jak  dla podobnie myślących  i  o podobnych  rozterkach. Może  zakłócą komuś spokój duszy lub staną się źródłem dawnych niepokojów.        

N a s z e  c r e d o


Głośno szemrzą krople fontanny,
Cieszy się lud radości pełen.
Tam spacerują chłopcy i panny,
Tu się uczony trudzi nad dziełem.
Jedni słuchają śpiewu sopranu,
Inni wpatrzeni w witraż w katedrze.
Jeden dzień jeszcze płynie za nami.
Noc. Mroku żaden huk nie rozedrze.
Tylko w oddali, na końcu świata,
Tam wybuch bomby rozdziera ciszę,
Kwilenie dziecka Ziemię oblata.
Ach, to kwilenie do snu kołysze.
Niech wreszcie zmiotą bojowi chłopcy
Zmartwiałe matki, głodne pociechy.
Tamten świat dla nas jest całkiem obcy.
Nie będzie dziecka, nie będzie grzechu.  
My swoje mamy kłopoty w domu.
Tylu o władzę się z sobą targa.
Dano nam władzę, nie dać nikomu,
Słowa pociechy mamy na wargach.
Pociecha także wielkim jest darem.
Modlitwę do niej  łączym intymną
Czyż nie jest naszą wielką ofiarą
Gdy za was w niebo głosy popłyną
       
Przestroga dla wielu

Krople gradu nietopliwe
Gromem spadły
Gorzkie zostało żniwo
Gorzkie owoce
W pamięci bezradnej
Bezsenne noce
Wiosennym nie spadną deszczem
Takim co chłodzi czoło
Tęskniący umysł nie popieści
Przyjaznych słów naręcze
Dane sobie pospołu
Żałość to największa
Taka przewrotność się zdarza
Ze słów przekornych zwierzenia
Strażnik sumień nakaże
Milczenia pokutne
Naszedł czas cienia
Okrutny
Niechaj zasłona mgielna
Koi  grzeszników jaźnie
O jakie bywają celne
Strzały z dalekiej nawy
Odejmujące przyjaźnie
A serce niechaj krwawi
Daleki strażniku sumień
Nierozumna postaci
Dziura w twoim rozumie
A słowa zabójcze
Niech ci Pan wybaczy
Za ciebie cierpiał w Ogrójcu
   
M a r t w y    l i s t  

Przyjdź pani łaskawa
Na skrzydłach wiatru
Z głębi historii
Greckiego teatru
Jak Lesba czy Pindar
Niech stworzę trzy strofy
O takiej co mocno
Mnie kiedyś pokocha
Poniosę w przestrzenie
Gdzie ogród edenu
Tam tylko miłość
Będzie nam menu
Ten wiesz napisany
Miał być przed laty
Gdybym napisał
Doznał bym zapłaty
Ten wiersz zapóźniony
Tylko wspomnieniem
Odległym gestem
Motylim cieniem

S ł o w o   k o j ą c e

Zgrzyta mi piasek w zębach
Wiatry wiały zaradne
Niosły  skręcone losy
Od śnieżnych zasp
I przerębli
I piaski niosły
Źdźbło uwiera w powiece
Wiatr z zarośli przywiewa
Łzy nikt nie obetrze
Chustą życzliwą
Na kogo czekać na wietrze
Schowany w krzewach?
Zeschłe przekwitłe ziele
Chrzęści pod stopą gołą
Patyk palec kaleczy
Dzwon w dalekim  kościele
Na pożegnanie woła
Księżyc z martwą połową
Zimną  się chmurą zasłania
Będzie mi dzisiaj smutno
Szeptem proszę o słowo
Z dalekiej przystani
Bo słowa są jak łańcuszki
Ich brzmienie to jak melodia
Łączą i koją zamknięcie
Gdy się rozleje na duszy
I się zamyka co dnia
  
N i e w y s ł a n y    w i e r s z

Wiesz, jak łowiłem twoje spojrzenie
I całowałbym nawet twe  cienie?
Wiesz, jak chłonąłem zapachy twych włosów,
Bo były wonią pszenicznych  kłosów.
Każde dotknięcie i gest twojej ręki 
To podarunek był dla mnie piękny.
Gdy na twej twarzy złożyłem usta,
To było jakbym dotykał bóstwa.
Wzajemne hołdy  skąd szepty płyną.
Teraz już jesteś moją jedyną.
Rąbek  odzienia twego uchylam.
O jaka piękne była ta chwila!
Twarzą przylegam do twego ciała,
Pieszczoty takiej oczekiwałaś.
Bądź dzisiaj dla mnie jak najłaskawsza.
Pozostańmy  z sobą na zawsze.
Cóż! Tylko było to marzeń tchnienie.
Zaległo w duszy bolesnym cieniem.
Co napisałem, wypuszczę z dymem.
Czemu nie stałaś się ze mną rymem?

 Zalety  sztucznego  syna

 Zaniechaj spowiedzi
Synu zastępczy.
Nie bój się racji
To grzech największy
Tyś ekran martwy.
Za tobą pół świata.
Wołam wołam!
On nie odpowiada
Mowa w jedną stronę
Grzechem jest i moim.
Dialog  niech milknie,
Gdy ktoś się go boi
Prawda wyrasta,
Gdy jest dialego.
Prawdy się obawia,
Kto słów się wystrzega.
U ciebie, zastępczy,
Nie liczę na kontry.
Choć,  gdy dialego,
Bardziejśmy  są mądrzy.
Są obcy ojcowie,
Z jedną słuszną linią.
U nie swoich synów,
Spustoszenie czynią.
Lub zjawi się idol,
Co ma linie słuszną.
Taki  jest  gotowy
Cudzą myśl udusić.
 
O synu zastępczy,
Jesteś mi  jak lustro.
Z sobą samym można
Toczyć  rozmów mnóstwo
    
S p a d e k   
                   
Spojrzenia ze studenckiej ławy
Były i były i były
Tamte niezbyt  łaskawe
Gwoździem utkwiły
Niewiele słów padało z ust
Nie żadne tam szepty
Szorstkie jak chrust
Nie słyszane przedtem
Jeden spacer od niechcenia
A tu kolorowy kram
Fiołkowo się mieni
To bukiecik  dam
Przyjąć nie należy
Przyjęcie zły znak
Odpowiada szczerze
Na moje tak
Spojrzenia już ukradkiem
Ucieczki co chwilkę
Pozostało w spadku
Zrymowanych słów kilka





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz