Nowe rymy pisane w coraz większym pospiechu, a więc i coraz mniej poprawne, o coraz bardziej zagmatwanej, nieaktualnej lub marginalnej treści, czy wręcz "nikiforowe", układane dla wypełnienie jakąś myślą naczynia duszy, jak pusty puchar niedojrzałym winem, z nadzieją dotarcia z tymi refleksjami do tego i tych, którzy są coraz bardziej daleko. Może jest w tym ręka kogoś tym zainteresowanego?
Być może któremuś z wrażliwych internautów, te osobiste, układanki, jeśli je zechce zaakceptować, uruchomią ich własne duchowe, rozterki?
M o j e t w a r z e
Wszystkim
zapewne taka rzecz się zdarza
Że nosi w
sobie wielu ludzkich twarzy
Pierwsza
jest twarzą o madonny rysach
Ja ją
pamiętam przez lata do dzisiaj
Jak mi
nuciła kołysankę tkliwą
I
odchodziła w krainę szczęśliwą
I
starowiny com odwiedzał chłopcem
Twarz tę
pamiętam najpewniej najmocniej
Dziecko
dość wcześnie zapała miłością
W głowie
mi nadal pewna twarz wciąż gości
Nie dane
było uszczknąć z nią ni słowa
Był tylko
uśmiech to szczęścia połowa
Niechaj i
taką tutaj twarz wysławię
Tę co
świeciła mi na szkolnej ławie
Od tej z
obrazka z starej fotografii
Do dziś
oderwać wzroku nie potrafię
I tkwią
mi rysy twarzy z rzeźby greckiej
Każdy
powinien znać tę twarz koniecznie
I ta z
obrazu z tajemnym uśmiechem
Jej nie
pamiętać jest prawdziwym grzechem
W
głębinie noszę bólem ukwieconą
Tej co nie chciała stać się moją żoną
I pani co
mię wiedzą obdarzała
Jej słowa
tkwią mi w głowie niby skała
Wreszcie
pewną podziwiam twarz co dzień
By ją
oglądać stałem się jej godzien
Lecz tą
jedyną tę od urodzenia
Nigdy na
inna w pamięci nie zmienię
I będę
nosił obraz Twojej twarzy
Na
zawsze dobry Bóg mnie ją obdarzył
Lecz się
zdarzają i takie oblicza
Pod ich
powierzchnią druga tajemnicza
Potrzeba czynów i potrzeba laty
By drugie poznać na powolne raty
Pierwsza zima wolności
W
zamierzchłych latach
Młodości
Nie
wypadało na desce spać
Najprościej
Słoma i
siennik
W
warsztacie
Na
ścianach szać
Nieprzyjemna
On
Towarzysz
sołdek *
Ja
Się
kształcę
We dnie i
Pod
kołdrą
On ma
palce
We
farbach
Póki nie
spłynie
Płyń po
morzach i oceanach
I tak aż
przez zimę
Uczeń
z malarzem
Zgięci
pod kołdrą
Nikt z
nas nie zamarzł
Mieszkali
razem
*Sołdek -
nazwa pierwszego
statku zbudowanego w
Polsce
Tam mógł być raj
W Gdańsku
Na ulicy
Wałowej
Kto cię
pamięta
Prozaiczna
ulico
Ulica
zagubiona
Do dziś
mnie zachwyca
Do dziś
mnie uwiera
Ani nie
piękna
Ta
pierwsza moja ulica
Kto
pamięta
Niewielu
Tylko ja
I może
dwóch
I może jedna
Zmurszała
I ty
przyjacielu?
O
znaczącym nazwisku
Jedynym
wśród wielu
Tak nam
było blisko
A ty niedostępna
Ty
nieuchwycona
Pamięć po
cię piękna
Wciąż
nie zagubiona
Tam
skrzywione losy
Spłonęły
na stosie
M y ś l i c i e l
Siedzi na
postumencie
Obmywany
deszczem
Mrozami skuwany
Palony
słońcem
Skrywa
twarz
Nie
zajrzę mu w oczy
Opuszczone
w nicość
A myśli
kłąb
Tkwi w
twardym brązie
A myśli
ogrom
Wielki
jak kosmos
Co
czynisz bracie
Co
czynisz bratu
Troska
poety
Znak
bramy piekieł?
I ból mój
w głębi
Pod
twardym czołem
Mój ból
tożsamy
Twój nad
losami
Mój ból
prywatny
Cierpieć
mi przyszło
U śnięcia
progu
Progu
rannego
W czasy
zimowe
I późne
zmierzchy
Po słów
zakazie
Cichym
rabunku
Szalbierskim
dziele
Pozostał
tylko
Myślowy
granit
Podpieram
głowę
Pięścią
żylastą
Jak ty w
zadumie
Jak ty
skamieniały
Ty
świadczyć będziesz
Przez
pokolenia
Myślą
tajemną
Nieodgadnioną
A mój
dylemat
Nie warty
wiersza
Nie wart
metalu
Gdy będę próchnem
Zejdzie w
podziemie
Nad
którym dumasz
Pilnując
bramy
Dla wielu
z nas
Francuski
mężu
Masz we
mnie brata
D w i e
p e r ł y
Tam były
piękne mury
I na nich
malowidła
Bomby
spadały góry
Tego nikt
nie przewidział
Mieszczanie
drżeli
Pod
kołdrami z pierza
Na morzu
uciekinierzy
Ci
szczęścia też nie mieli
Gdy
pocisk uderzy
Pewnie
szepcą pacierze
Pytam:
Mury
zburzono po co
Poszła o nie wojna
Armada
spada nocą
Wsi
wesoła wsi spokojna
Północna
zmiana
Katedra traci dach
Nie wrócą w gruzowiska
Katedra traci dach
Nie wrócą w gruzowiska
Co
potonęli w snach
Dramaty oba blisko
A mury
zieją zieją
Wiatr wieje bez nadzi
W bryzie
fala unosi
Z pod
wody dzieci głosy
W to
puste rumowisko
To w
darze dla nas wszystko
O ludzie
od kielni
O ludzie
od pędzla
Kładli
cegły dzielnie
Nie bali
się nędzy
To nie
nasze miasto
Mało
naszej mowy
Teraz nam wyrasta
Polska
odbudowa
Po coś
przyjacielu
Poturbował
łuki
Murów
jednak wiele
Choć sie
gnieżdżą kruki
Na złość
tobie "bracie"
Mury znów
zaświecą
Piekło w
domu da ci
Popiół z
pieca
Nie lepsi
przyrodni
Wtarte w
ziemię perły
Bo odwetu godni
Za
rabunki w świecie
Przetopione
berła
Zwinger w
ziemię zmiećcie
Za dzwon
zdjęty z wierzy
Nad
krajami swądy
Miliony
żołnierzy
Między
sobą błądzi
Na skraju
pokoju
Bagnety
wyszczerzy
Może im
zagłada
Przenicuję
sądy
Cios
ostatni zada
Więcej
nie pobłądzą
M i l c z e n i e
Nie
dotknąłem twoich dłoni
A były
tak blisko
Nie
spojrzałem w twoje oczy
Były
samotne w samotności
Nie byłem przy tobie
W
chwilach najważniejszych
Wkradła
się zapora
Milczenie
bywa twarde
Słów było
niewiele
Od czasu
do czasu
Ani w
niedzielę
Ani przy
obiedzie
Mrok
tkwił w świetle lamy
Zdmuchnął
ją bieg rzeczy
Słowa
były skąpe
Nie te co
brzmieć miały
Los
rozdzielił biegi
Każdy
biegł oddzielnie
To
zabrakło wiązki
Zbrakło
bliskich zdań
Pozostały
smutki
Narodził
się żal
Taki nam
zrządzili
Bogiń
mrocznych złości
Tkwił
gdzieś w głębi
Brak
odważnych chęci
Czas nam
dusze zziębił
Zgasił
głos miłości
P i s a n i e
w i e r s z y
Wiersze
piszą się we śnie
By dzień
był ciekawszy
Szum traw
będzie śpiewny
I myśli
radosne
Wiersze
piszą w pociągu
Gdy las w
okna patrzy
A z naprzeciw pasażer
Drzemkę
ucina
Takie
podróże kształcą
Perony
bywają weselsze
I koniec
podróży
Nadchodzi
niespodzianie
Wiersze
piszą gdziekolwiek
Poeci
zawodowi
Bo płynie
natchnienie
A
warsztat poetycki
Maja
wyrobiony
Takiemu
wydrukują
Nawet
wiersz bez sensu
Wiersze
pisze się nocą
By nikt
ich nie słyszał
Nawet
żona
Co jest
podejrzliwa
Gdy mąż
oddycha zbyt cicho
Epitafium na śmierć gołębicy
Szepcę i wyciągam dłonie,
Może do spojrzenia cię ku mnie skłonię.
Siedzisz bez ruchu pośród trawy.
Może towarzysz cię pozostawił?
Noce przesypiasz na konarze,
Samotny gołąb, to się nie zdarza.
Nie pogardź szczyptą pokarmu
Ni płynem, bo jest dzień skwarny.
Gdzie się podziała gołębica?
Od dzisiaj już nie
zachwyca.
Martwa spoczywa u płota.
Usnęła. Śmierć lepsza a nie tęsknota.
Pisze jej epitafium.
Najlepiej jak potrafię.