Jeszcze nowsze
Nowe okruchy myśli
Nowe okruchy myśli
i odczucia nieradosne.
Zaczarowana
dorożko wróć
Nie ma
dziś dorożek,
Zaczarowanych
choć trochę.
O Panie
Boże,
A
Ildefons je kochał.
Może
jedna na Floriańskiej,
Może na Starym Mieście.
Wehikuł
to był pański,
Oko
pieścił.
I
dorożkarz zaczarowany,
Ze swoim
batożkiem.
Czasem
pijany
Troszkę.
I szkapa bywała
zaczarowana.
Dorożka
po bruku turkoce.
Po
zaułkach drynda do rana
Przez
całe noce.
W niej
mistrz nad mistrze.
Duchem odwiedza planty,
Gdy
powietrze czystsze.
I kwitną
amaranty.
Czaruje
go dorożka.
Czaruje
go dorożkarz .
Czaruje i
koń.
O dorożce
czytałem poemat
Dawno,
dawno temu.
Dzisiaj
takich nie ma.
Poeci
czemu?
Inne
czasy nadeszły.
Ludzie
posortowani.
Romantyczna
przeszłość.
Odpłynęła
z przystani
Niech i
mnie przewiozą dorożką
Choć
jeden raz.
Pobujają
troszkę,
Gdy
przyjdzie na mnie czas
M o j a p r z e s ł a n i e
(w imieniu władz)
Noście swój los z pokorą
Nie pukaj
do drzwi, nie łomoc,
Nie licz
na moją pomoc.
Nie
urodziłoś się, gdzie trzeba,
To i ni
masz chleba.
W końcu i
ja nieszczęsny.
Bywa, że dzień bezmięsny
W innego
wierzysz boga,
To i cię
trapi trwoga.
Zabili ci
mamę?
Dasz
sobie radę same.
Ojcowie
miotają pociski,
Koniec
wrogów bliski.
Dostali od nas armaty.
Maja czym sprawić baty.
Wytłuką niecną zarazę,
Powstanie
świat bez skazy.
Przybędzie
matek, dziecisków.
Wyrówna
się wszystko.
Nie
liczcie na nas sieroty.
Mamy swoje kłopoty.
Chorób u
nich mnogo,
To i je
przywlec mogą.
Dom nasz
nie obszerny,
A wy tacy
pazerni.
Fora ze
dwora.
Los
noście z pokorą.
Pomogą
wam sąsiadowie.
U nich
dostatku mrowie.
O władco
nasz jedyny.
Nie
wpuść ani kruszyny.
Moje podsumowanie
Nie noszą
dziś cylindra.
Melonik
już nie w modzie.
Dewizka
też nie dynda.
Brak
słowa: pan dobrodziej.
Jest
całkiem w niepamięci.
Na
strychu, gdzieś na belkach.
Nikogo nie ponęci
Tużurek,
kamizelka.
Wspominał
dziadek z wąsem,
Jakie to
były czasy.
Walca w
kawiarni pląsał.
Panie
były w atłasach
Qui pro
quo grał w kawiarni,
Czejanda
chór im śpiewał.
Kraj taki
był mocarny.
Apokalipsy
czas dojrzewał.
W
Ziemiańskiej przy golonce
Bawił
dowcipem Fiszer.
Wszystkim
świeciło słońce.
Nie takie
jakie dzisiaj.
A w innym
kącie sali
Słonimski wraz z Tuwimem
Mądre
wiersze pisali.
I się
raczyli winem.
Nie pluli
sobie w twarze,
Choć dużo
było złości,
Ludzie,
jak dziś się zdarza,
Że zbiera
się na mdłości
Aż naszła
wielka groza.
Zawiedli nam wodzowie.
Na szyje
nam powroza
Nałożą
strony obie.
Powiem to
całkiem szczerze.
Trzech
panów w dali radzą.
Całkiem
znośne rubieże
Między
rzekami dadzą.
Szablami
posiekana
Choć była
nam ojczyzna,
Jak jedna
wielka rana,
Jak jedna
wielka blizna,
Trwa,
jakoś służy wiernie.
Oby tylko
wodzowie
Nie
nałożyli cierni
I wolno
dyszał człowiek
Nie ma
dzisiaj Ziemiańskiej,
Zmarniały
obyczaje.
Już nie ma Polski pańskiej.
Jesteśmy
lepszym krajem?
Należy
jednak orzec:
Niechaj jest, jaka jest.
Sprawiłeś
Panie Boże
Powtórny
Polski chrzest.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz