niedziela, 30 kwietnia 2017


 Jeszcze nowsze

Nowe okruchy myśli
i odczucia nieradosne.

Zaczarowana  dorożko  wróć

Nie ma dziś dorożek,
Zaczarowanych choć trochę.
O Panie Boże,
A Ildefons je kochał.

Może jedna na Floriańskiej,
Może  na Starym Mieście.
Wehikuł to był pański,
Oko pieścił.

I dorożkarz zaczarowany,
Ze swoim batożkiem.
Czasem pijany
Troszkę.

I  szkapa bywała  zaczarowana.
Dorożka po bruku turkoce.
Po zaułkach drynda do rana
Przez całe noce.

W niej mistrz nad mistrze.
Duchem odwiedza planty,
Gdy powietrze czystsze.
I kwitną amaranty.

Czaruje go dorożka.
Czaruje go dorożkarz .
Czaruje i koń.

O dorożce czytałem poemat
Dawno, dawno temu.
Dzisiaj takich nie ma.
Poeci czemu?

Inne czasy nadeszły.
Ludzie posortowani.
Romantyczna przeszłość.
Odpłynęła z przystani

Niech i mnie przewiozą  dorożką
Choć jeden raz.
Pobujają troszkę,
Gdy przyjdzie  na mnie czas

M o j a  p r z e s ł a n i e
    (w imieniu władz)
Noście swój los z pokorą

Nie pukaj do drzwi, nie łomoc,
Nie licz na moją pomoc.

Nie urodziłoś się, gdzie trzeba,
To i ni masz chleba.

W końcu i ja nieszczęsny.
Bywa, że dzień bezmięsny

W innego wierzysz boga,
To i cię trapi trwoga.

Zabili ci mamę?
Dasz sobie radę same.

Ojcowie miotają  pociski,
Koniec wrogów bliski.

Dostali od nas armaty.
Maja czym sprawić baty.

Wytłuką  niecną zarazę,
Powstanie świat bez skazy.

Przybędzie matek, dziecisków.
Wyrówna się wszystko.

Nie liczcie na nas sieroty.
Mamy swoje kłopoty.

Chorób u nich mnogo,
To i je przywlec mogą.

Dom nasz nie obszerny,
A wy tacy pazerni.

Fora ze dwora.
Los noście z pokorą.

Pomogą wam sąsiadowie.
U nich dostatku mrowie.

O władco nasz jedyny.
Nie wpuść ani kruszyny.

     
 Moje podsumowanie

Nie noszą dziś cylindra.
Melonik już nie w modzie.
Dewizka też nie dynda.
Brak słowa: pan dobrodziej.

Jest całkiem w niepamięci.
Na strychu, gdzieś na belkach.
Nikogo nie ponęci
Tużurek, kamizelka.

Wspominał dziadek z wąsem,
Jakie to były czasy.
Walca w kawiarni pląsał.
Panie były w atłasach

Qui pro quo grał w kawiarni,
Czejanda chór im śpiewał.
Kraj taki był mocarny.
Apokalipsy czas dojrzewał.

W Ziemiańskiej przy golonce
Bawił dowcipem Fiszer.
Wszystkim świeciło słońce.
Nie takie jakie dzisiaj.

A w innym kącie sali
Słonimski  wraz z Tuwimem
Mądre wiersze pisali.
I się raczyli winem.

Nie pluli sobie w twarze,
Choć dużo było złości,
Ludzie, jak dziś się zdarza,
Że zbiera się na mdłości

Aż naszła wielka groza.
Zawiedli  nam wodzowie.
Na szyje nam powroza
Nałożą strony obie.

Powiem to całkiem szczerze.
Trzech panów w dali radzą.
Całkiem znośne  rubieże
Między rzekami dadzą.

Szablami posiekana
Choć była nam ojczyzna,
Jak jedna wielka rana,
Jak jedna wielka blizna,

Trwa, jakoś służy wiernie.
Oby tylko wodzowie
Nie nałożyli cierni
I wolno dyszał człowiek

Nie ma dzisiaj Ziemiańskiej,
Zmarniały obyczaje.
Już nie ma Polski pańskiej.
Jesteśmy lepszym krajem?

Należy jednak orzec:
Niechaj  jest, jaka jest.
Sprawiłeś Panie Boże
Powtórny Polski chrzest.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz